Jakie narzędzia pozwolą stworzyć dobrą prezentację? Wywiad z Miłosz Brzeziński i Anna PRO cz. 3

Opublikowane przez Patrycja Zagórska w dniu

narzedzia dobrego mowcy

To dobrze, to rzeczywiście przejdźmy sobie do tej narzędziówki. Czyli mówiliśmy o tym podejściu, o stresie, o tremie i strachu przed opinią innych. Przejdźmy sobie do narzędziówki konkretnych kroków, które można zrobić. Widziałam twoich kilka prezentacji, między innymi jedną można obejrzeć na YouTube na GrowUpStartUp i ona była nie dość, że świetnie skonstruowana to jeszcze z humorem, widać było, że wszystko jest przetrenowane. Tutaj więc też pokażmy i opowiedzmy słuchaczom jak coś takiego zrobić – tak idąc od początku. Czyli: pierwsze wrażenie. Czyli pierwsze pięć minut, wstęp. Mówi się, że pierwsze wrażenie jest nieodwracalne, że ono tam trwa w zależności od badań między kilka milisekund a 30 sekund. Taki przedział czasowy. Mówi się też, że to pierwsze wrażenie jest nieodwracalne, że jak już raz coś skopiemy, to już cała prezentacja nam pójdzie do bani, ale też jak już dobrze zaczniemy, to tak jak sam powiedziałeś, to już potem jakoś tam leci. 

No więc właśnie – pytanie jak tę prezentację zacząć, jak zrobić dobry wstęp i jak jednocześnie zrobić dobre to pierwsze wrażenie?

Nie ma jednego sposobu, jest ich wiele.

To na pewno! 

Jest prawdą, że my lepiej pamiętamy początek i koniec, niż środek. Pomimo że my często się do tego środka bardzo przygotowujemy. Wszystkie też badania, że ludzie lepiej na proszonym obiedzie pamiętają przystawkę i deser, a głównego dania tak sobie, choć sam efekt – my się często przygotowujemy do głównego dania, taki gwóźdź programy, wjeżdża kaczka na bananach, a potem kaczkę na bananach ludzie mało pamiętają. 

Efekt pierwszeństwa jest lepszy. Natomiast jeśli chodzi o początek, to jest to różnie. Zwykle on powinien dobrze wyglądać, w dużej mierze jest to zależne od konwencji, od tego, czego się ludzie spodziewają, audytorium się spodziewa i od tego, jacy my jesteśmy. Dla wielu osób wejście, które jest bardzo energetyzujące, jest też taka tradycja wbiegania dla mówców motywacyjnych na scenę, z uśmiechem, z rękami do góry – mamy takie trzy strefy. To jest taka bardzo entuzjastyczna, tu jest neutralna, tu jest też taka strefa bezradności, bezsilności. Wbiegają na tę scenę, mówią: „Dzień dobry państwu! Cieszę się, że jesteście tu z nami!” – i ciekawe co oni się tak cieszą? Pewnie się cieszy, bo lepiej, niż jakby były puste fotele, nie? 

Wiele osób reaguje taką Niagarą emocji, która w zasadzie jest – nie wiadomo skąd ona się wzięła. W taki sposób, że ich to odstręcza, ale spora część tych osób zmięknie w trakcie. Bo reszta zacznie – nas, którzy siedzimy na sali – się śmiać i nas to niestety zarazi. I my się zorientujemy, że się chichramy, chociaż w sumie nie wiemy dlaczego, ale w zasadzie nie jest tak do końca źle. I dlatego mówię, że nie ma jednego sposobu, bo to pierwsze wrażenie, o nim za chwilę zapomnimy. Nie jest nam tak prosto kontrolować swoje własne oceny jakbyśmy chcieli. 

Dlatego można zepsuć początek albo zrobić dobry, a potem dalej może pójść równo. To nie jest tak, że nie ma się drugiej szansy, żeby zrobić pierwsze wrażenie. Trochę się nie ma, ale trochę jednak się ma. Dlatego że my w tej sytuacji często jesteśmy też przygotowani. Na przykład jak wiemy, że ktoś jest profesorem wszystkiego i dostał Nobla, to jak on przychodzi i mówi, że ekonomia jest jak ciecze, to może w pierwszej chwili myślimy: „Jakie, kurna, ciecze? Oczadział on? Co on z tymi cieczami?”, ale potem myślimy, że tego Nobla pewnie nie ukradł. Może ona jest trochę jak ciecze. 

To, co wiemy wpływa na to co ci mówiłem czy to, co jak zostaniemy zapowiedzeni wpływa też na to, co się będzie działo. Jak dużo jest świateł, jak wysoko jesteśmy na scenie. Ten początek jest istotny, dlatego powinniśmy też ten początek zaplanować. Dla osób, które są nieśmiałe, często się też mówi, że dobrym pomysłem, jeśli nie potrafimy utrzymać w sobie charyzmy bez żadnego powodu, czyli ja wchodzę i mówię: „Hej! Dzień dobry Państwu! Cieszę się, że tu wszyscy jesteśmy! Wspaniale was widzieć! I panią widzę! Panią zwłaszcza jest dobrze, że ja panią widzę. Bo widzę, że będzie pani zarażała wszystkich energią!”, to może w pierwszej sekundzie wszyscy albo część osób pomyślała, że pewnie źle przeczytał instrukcję dawkowania na recepcie, ale w drugiej chwili myślą: „W sumie czemu nie?”. Nie jest to taki początek jak na stand-upie, bo już od początku widać, że ja będę bardziej wspierający dla publiczności, a nie typował osoby, do których będę strzelał. Czyli będę mówił tak: „Większość z was pewnie nawet nie ma hajsu, co? Biedaki Cebulaki. A ja proszę! Se tu występuję, płacą mi, mam dom, pieniądze mam. Samochody. Dolary”, tak? I to jest ten sposób, którego my raczej nie lubimy. Bo to jest sposób dyskredytujący nas jako audytorium. Że pokazuje, że my czegoś nie domagamy, nie dajemy w tym rady. „Sorry, wiecie, że nie macie pieniędzy na swoje życzenie?”. Wiele osób używa takich sformułowań, kiedyś Larry Winger był takim kolesiem, który był takim prowokatywnym występującym mówcą motywacyjnym. I on używał takich prowokatywnych sformułowań, ale one są trudne do zniesienia na dłuższą metę. One na początku prowokują, ale potem ciężko to wytrzymać. Człowiek się zaczyna zastanawiać ile może znieść tego, że ktoś w niego tak ładuje. Dlatego my raczej najpierw sprawdzamy często, czy to będzie taki typ wystąpienia, że ktoś raczej darzy nas szacunkiem, że my tu jednak przyszliśmy, że to nie jest tak, że my nic nie wysilamy się w życiu i nagle wylądowaliśmy na tej sali, tylko już za samo to, że jednak próbujemy przebierać nogami nam się jakaś godność należy i że powinniśmy zostać nią obdarzeni. To fajnie, że państwo tu są, że miło, cieszę się, że pani i że pan i że państwo z całą rodziną są i tak dalej, bo wiemy, że wszyscy, którzy przychodzą do takiego miejsca to są wyjątkowe osoby. I każdy już się czuje spokojny. Nie dość, że połowa z niego zrzuca takiego – że już nie będzie ładowany jak w bęben, nie? 

Wtedy czując się bezpiecznie, to my też zaczynamy ulegać tej atmosferze. I się cieszymy. Myślimy, że to w sumie nie jest racjonalne, że zachowujemy się w dużej mierze naiwnie, że to jest niepoparcie, a może ktoś opowiada „Ja kiedyś w życiu miałem ciężko” – może on nie miał ciężko? Mam takiego klienta z zagranicy i my w pierwszej chwili myślimy: „Po co mu klient z zagranicy, naprawdę? To oni za granicą nie mają swoich coachów jakichś tam? Tylko ciągną z jakiejś Polski w ogóle jakiegoś coacha przez pół świata, jeszcze, żeby mu płacić za samolot, zamiast wziąć –  jak tam teraz co druga osoba jest coachem na świecie”. Później myślimy: „Dobra, pieprzyć. Może trochę przesadził, ale historia fajna, nie?”. Zaczynamy płynąć z tą propozycją, która się pojawia. I to jest też taki ważny początek – że my często na początku sprawdzamy, czy możemy się czuć bezpiecznie na sali czy nie. A nie tak jak na stand-upie, że wiadomo, że armata będzie strzelała w środek pierwszego rzędu i że tam osoby, które chcą przetrwać względnie stabilnie i w tych samych związkach to raczej nie powinny siadać. Bywalcy, którzy chcą się tylko pośmiać siadają często gdzieś, żeby ich nie było widać, bo stand-uper nie będzie w nich strzelał. 

I tak samo na prezentacjach motywacyjnych, nie? „Kto wie – albo kto, pewnie wszyscy państwo wiedzą, ile coś tam, coś tam. No pan nie wie?” – i patrzy w pierwszy rząd, no bo pierwszy musi nie wiedzieć. To też jest takie agresywne zachowanie, które może śmiesznie wygląda dla tych, o których nie było mowy, ale wszyscy zaczynają mieć szyszkę w tyłku, że może teraz spojrzy na kogoś innego. 

Jeszcze jednym elementem z takiej narzędziówki na początek fajnym, który często jest stosowany jest to, że się zaczyna inaczej niż będzie później. Czyli na przykład przyzwyczaja się osoby na sali, że będzie nudno, a nie jest. Łatwo powiedzieć, nie? Ale człowiek wchodzi i mówi: „Dzień dobry państwu! Cieszę się, że państwo tu przyszli” – o kurna, to trzeba wrzucić pierwszy bieg w mózgu, bo widzę, że pauzy mnie dojadą, nie? A potem się robi lepiej. I to też nie jest zły pomysł, bo on fajnie wychodzi. Uspokaja, tych niespokojnych uspokaja a spokojnych zaczyna niepokoić, czyli dochodzimy do takiego momentu, że jest jakaś energia i my nagle coś opowiadamy, nie? Jakiś taki dowcip to w to wszystko wpada albo jakiś przykład ciekawy, co obraca wszystko do góry nogami. 

I się nagle okazuje, że my: „Kurna, czyli jednak nie!” i orientują się, że to przyspieszyło, ale jak już jest po czasie. I to bardzo na nas działa, coś takiego. To jest często pojawia się u mówców, którzy nie są profesjonalni. Że oni wchodzą i się na początku tak właśnie bardziej zastanawiają, tak: „Wiem… Nie wiadomo – może nie zawsze”, ale to nie trwa oczywiście długo, tylko chwilę, tylko po to, żeby nas do synchronizować do siebie na początku, a potem od tego odjechać. I jeszcze jednym patentem – jest ich sporo – jeszcze jednym patentem jest to, że się zaczyna taką fazą bezradności. Że na przykład się idzie i się wodę na siebie wylewa. Albo się idzie i się człowiek potknie. Wywali. Mikrofon mu spadnie. To już naprawdę – wtedy to jest oczywiście żałosne. Ale tak wszyscy współczujemy takiej osobie, że ona naprawdę może wiele później zrobić na tej scenie. 

To jest takie ludzkie też, tak? No właśnie. 

Fajnie jest wylać na siebie wodę, bo to w sumie nie szkodzi, to zaraz wyschnie. Raczej nie używamy takich ciuchów, żeby tam połowa spłynęła, chyba że ktoś jest na konferencji z bodypaintingu, ale jak nie to nic się nie stanie. I to zaraz wyschnie, a jednocześnie mamy otwarte serca do tej osoby. Wiemy, że to: „No, bidulek. No niech se chociaż wystąpi”. No, to już. To już widać, że myśleliśmy, że „Mhm”, ale „Y-y”. „Nie no, nawet jak takiego tego, to nawet nieźle mówi”. 

Taki bezradny początek do tego – czasami się mówi, że człowiek się boi, że jemu się coś stanie. Że wyjdzie na scenę, się potknie, zająknie, zapomni. Pobrudzi czymś. To właśnie nie! To jest całkiem niezły patent, który można ograć i my potem myślimy o takiej osobie, że ona jest o wiele sympatyczniejsza przez to. Ona jest taka normalna, bo jej się też rzeczy jakieś tam przydarzają w życiu. Można długo. Ale takie tam – pytałaś o początku. 

Ale to jest dobry przykład! Bo tak często słyszę od osób, z którymi współpracuję, że one się boją, że się potkną na scenie. „Że się wywalę o te kable!” albo „Że coś mi się stanie!”.

Z szacunkiem dla własnej integralności fizycznej, jak już lecicie – to im spektakularnej wywalimy orła tym lepiej, naprawdę. Już my wtedy – 

Publiczność pokocha!

Żeby sobie nie połamać niczego, ale generalnie z tymi kablami i wszystkim bym leciał. Połową scenografii. Warto. Jest do ogrania sporo. 

Jak sobie też teraz myślę, że w sumie to można by to rzeczywiście nawet tak zaplanować, wyreżyserować. Że to tak cała scenografia na jednego prelegenta, a on potem tak: „No to jednak powstałem jak Feniks z popiołów”. 

Nie, bo potem będzie przerwa, bo będą ją zbierać. Wiesz, trzeba to powiedzieć. Ale generalnie utylizowanie tego, co się dzieje w okolicy jest fajne. Wylewanie na siebie wcale nie jest takie proste, jak się wydaje. To nie jest tak prosto na siebie wylać. Ale ludzie dają radę!

Myślę też, że jest fajne utylizowanie tego, co się dzieje, tak? Czyli jeżeli coś się złego stanie, to robimy dobrą minę do złej gry. Widzę często osoby, które zaczynają występować publicznie i włączają – próbują włączyć prezentację czy ktoś im nawet pomaga, no i wiadomo, czasami ten prezenter slajdów nie działa, czasami slajdy nie działają. Tu można podzielić ludzi na dwie grupy – tych, którzy zareagują spokojnie i tak jak mówisz, wykorzystają, zutylizują to co się dzieje, wręcz nawet przekują to na swoją korzyść, obrócą to w jakiś żart, no i też ta druga grupa, którzy zaczną się denerwować, telepać i którzy zamiast na przykład zareagować spokojnie, przestaną oddychać. Skończy im się tlen, bo oni już tak nerwowo płytki oddech łapią. 

No – wiesz, ja powiem tak. Jak ktoś zaczyna nerwowo łapać no to już nie ma o czym mówić, bo wiadomo, że to jest zły pomysł. Natomiast ja bym też za bardzo nie utylizował. Jest oczywiście tak, że ludzie to widzą i głupio, żebyś ty nie widziała. Na przykład nie wiem – bo tam jak jakiś prezenter nie działa to pół biedy, ale zdarzają się takie sytuacje, że ludzie siedzą na konferencji i ktoś zemdleje, nie? W pierwszym rzędzie. No to głupio, żebyś udawała, że nie zemdlał, w ogóle mówiła dalej – a ty mówisz teraz: „No, niestety, wzrost ekonomiczny w tym miesiącu…”. Patrzysz, czy rusza klatką piersiową czy już ulega biodegradacji. A inni ludzie też udają, że go nie widzą, że on spadł.

Choć znam historie z prezentacji takich do kotleta, wieczorowych, że ktoś tam tocząc pianę się obalił i nikt na to nie zwrócił uwagi, powiedział, że on tak zawsze. Także on poleży, wstanie i są już wszyscy przyzwyczajeni, bo na tych spotkaniach firmowych tak jest. 

No ale tu opowiadamy o takich różnych przygodach. Natomiast, wracając – ja bym nie za bardzo utylizował. Dlatego, że zwykle warto założyć, że najlepszy pomysł na prezentację, którą mamy i który nas stać to ten, co wymyśliliśmy wcześniej, jak był spokój. Mogliśmy go parę razy zmodyfikować – to nie jest oczywiście też do końca prawda, bo znamy wiele prezentacji publicznych, które zmieniane w ostatniej sekundzie były najlepsze. Na przykład: „Miałem sen” Luthera Kinga. To jest sformułowanie, które się pojawiło w ostatniej chwili jako improwizacja, tuż przed tym, jak on zaczął mówić do mikrofonu. Ale to promil promila. 

Większość naszej dobrej prezentacji to jest to, co mamy czas powtórzyć, sprawdzić i mamy względny spokój, bo jeszcze jest trochę czasu do tej prezentacji. I to wymyśliliśmy wtedy. Każda nasza utylizacja tego tła, czyli historia o tym, że zepsuł mi się…

Przełącznik od slajdów, cokolwiek. 

Pilot. Tak. I ja stoję z tym pilotem i pokazuję, że on się zepsuł i w tym czasie, bojąc się, że się nic nie dzieje – zaczynam mówić: „Kiedyś w 1936 też zepsuł mi się taki pilot, byłem wtedy na Majorce, pamiętam z żoną” i oni w tym momencie, ci państwo, którzy tam wszyscy pilnują, żebym ja dobrze wypadł, naprawiają tego pilota. A ja w ogóle jeszcze nic nie zacząłem! I co ja mam teraz zrobić? Mówię tak: „Ale! Chrzanić Majorkę, opowiem Państwu kiedy indziej”. To już nie brzmi. Muszę dojechać z tą historią do końca. Jak zacząłem, wszyscy na Majorkę czekają, na moją żonę czekają, co ona tam będzie robiła na tej Majorce, to sobie wyobrażają nie wiadomo co, a ja z tyłu głowy wiem, że to jeszcze z cztery minuty tej historii. Bo tam na tej Majorce to się wszystko zaczyna, ale w sumie my wymiotujemy oboje w samolocie, a lecimy do Singapuru potem, nie? I zastanawiamy się: „Co z tego zostawić, żeby to nie wyglądało jak coś zupełnie bez sensu, bo wiem, że nie zdążę prezentacji. Mam jeszcze 30 slajdów”. Dlatego z tą utylizacją bym za bardzo nie folgował. Ona raczej powinna być tak sprawna, jak to możliwe i bez zaczynania drugiego wątku. To jest ten sam problem, który się dzieje wtedy jak czegoś zapomnimy. Mieliśmy coś mówić, to jeszcze pół biedy jak ktoś ma slajd, bo slajd to sobie przełączy i wie, co miał mówić mniej więcej, ale jak ktoś mówi z głowy, czyli jak mówi poeta, z niczego i zapomniał, co miał powiedzieć i zaczyna mówić cokolwiek, żeby sobie przypomnieć. Tu sobie przypominamy, opowiadamy znowu: „Podobnie z resztą mój pierwszy szef, którego miałem. Pamiętam – zatrudniłem się w pracy jako…” – i w tym momencie sobie przypominamy. I teraz tak. Historia z szefem lekko licząc trzy minuty jeszcze a wiemy, że na całą prezentację mieliśmy dziewięć. Będzie więc 1/3, co z resztą slajdów teraz? 

Dlatego jest to też kwestia wprawy, żeby zrobić to tak sprawnie, jak to tylko możliwe i niczego specjalnie nie zaczynać, bo potem się okaże, że przez resztę będziemy musieli nie zrobić slajdy, tylko animacje, bo to już się tak szybko zmienia, że literki zaczynają tańczyć. Pomimo tego, że żadnej animacji nie wrzucaliśmy do prezentacji. 

Utylizacja jest zasadna, bo ma trochę konflikt struktury niwelujemy, czyli coś, co widzimy, że się zadziało, to zwracamy wszystkim uwagę, że to się zadziało. Że jest głośno, zimno, krzesła niewygodne, buczy, coś tam, coś tam – ale jeżeli ktoś na przykład, coś tam – nie wiem, dawno już działa w taki sposób, bo ludzie przyszli na konferencję rano, my mówimy o 13:00, a są roboty drogowe po drugiej stronie ulicy, to już pewnie każdy prowadzący mówił, że są roboty. 

Po pięć razy nawet, no właśnie. 

Możemy już spokojnie już o tym nie mówić i nie trzeba tego utylizować, dlatego z tym utylizowaniem jakby bez emfazy zwykle, za dużej, ale jeżeli czasami jest taka potrzeba, to warto po prostu zwrócić uwagę. 

Czyli generalnie trzymamy się jakiejś struktury, tak? To też – od razu przechodząc do kolejnego elementu. Mamy wcześniej zaplanowaną strukturę prezentacji. Musimy być przygotowani, tak jak mówiłeś – trening, przetrenować to kilka razy przed lustrem, potem do żony, do męża, do kota, a potem w ogóle najlepiej jeszcze przed jakimś małym gronem ludzi, którzy dadzą nam konstruktywny feedback. 

Właśnie. Co z tą strukturą? Jak to sobie układamy w głowie, myślimy nad tym, jak ta prezentacja ma wyglądać, co tam powinienem zawrzeć, to co jest takiego kluczowego według ciebie w tej strukturze? Jaka ta struktura prezentacji powinna być? 

I tu nie mówię też o samych slajdach, bo slajdy to taki dodatek, takie trochę koło ratunkowe czasami, jak się zgubimy, ale mówię o strukturze, jako o tym, co ja powiem krok po kroku. 

Plan, o którym powiedziałaś, jest planem utopijnym, bo my oczywiście nie będziemy mieli czasu tych wszystkich prób przeprowadzić z tym audytorium i kotami, psami i tak dalej i tak dalej najczęściej, bo z wiadomych powodów choćby dlatego, że to nie wystarczyłoby raz. 

Zwłaszcza na początku albo zwłaszcza jeżeli chcemy coś przetestować, to warto to robić. Wspomniałaś wystąpienie GrowUpStartUp, które było wystąpieniem trudnym. I ja je zrobiłem – 

Ale trudnym dlaczego? To zaczyna być ciekawy wątek!

Ono było trudnym dlatego, że ja je sobie wymyśliłem jako wystąpienie, które chciałbym sobie maksymalnie utrudnić. Chciałbym zrobić tak, żeby mi było trudno to zrobić. 

Taki challenge! 

Tak. I zrobiłem to wystąpienie tak, że nie wiedziałem, co będzie dalej. Miałem worek na tym wystąpieniu i z niego wyciągałem rzeczy – 

Dosłownie.

Trzeba było kleić z tego co wychodzi. I stwierdziłem, że to już jest wystarczający poziom trudności, żeby to zadziałało. Trzeba było pojechać po ten worek, kupić, nazbierać rzeczy i tak dalej. 

Nie, żeby mi się jakoś tak zawsze chciało w życiu robić, ale wtedy też – bo to jest twoje pytanie o strukturę – struktura i treść to musi być coś, co jest zajebiste. Że czujesz, że chcesz to powiedzieć. Że to jest fajne. Że ciebie to ciekawi i to pewnie też inne osoby zaciekawi, co masz do powiedzenia. Najtrudniej się moim zdaniem już robi wystąpienia, które już ciebie nudzą. Wydaje ci się, że – nie jest tak, że nie możesz się doczekać, aż inni to usłyszą. Bo to jest tak ciekawe, że warto, żeby ludzie to wiedzieli. Coś takiego, tak? 

I wtedy ty mówisz i jesteś jak taki zajarany koleś, co opowiada dowcipy, co może – albo opowiada jakąś historię swojego życia, to przynajmniej emocją się zarażasz. Tak? A nie tym, co się dzieje. To jest więc ważne. 

Jeżeli chodzi o strukturę natomiast, to mamy takie chyba dwie podstawowe, o których chcę powiedzieć, bo są popularne. Pierwsza to jest taka, że było ciężko, a zrobiło się dobrze. I my tę strukturę lubimy bardzo. Czyli było coś – takich trochę, pisze się takich powieści. Żył sobie chłopiec w normalnej rodzinie, nagle spłonął mu dom, więc on się bardzo wziął do pracy i na końcu został księciem. Tak? To jest ta wersja, którą my lubimy. 

No teoria historii. Teoria historii Josepha Campbella, o tym mówisz? Że jest pewien bohater, który miał jakąś sytuację wejściową, potem przeszła zmiana, coraz bardziej intensywna na przykład ta zmiana no i po zakończeniu tej historii bohater jest inny niż był na początku. To dosłownie to, co mówisz. 

To musi przyjść transformacja. To jest w ogóle fundament tej campbellskiej teorii, ale tam pomiędzy dzieją się różne rzeczy. Na przykład dzieje się to, że bohater odrzuca swój los. Czyli nie chce być bohaterem. Harry Potter nie chciał, Skywalker nie chciał – na tym samym wzorcu jest postawione. Potem się konfrontuję z kimś, kto był albo jego rodzicem, albo jakiś wujek. 

Campbellowska teoria jest trochę na to za szeroka. My nie mamy na takie numery czasu. My mamy czas na to, żeby było ciężko: „Ała, ała…”. Przepraszam – żeby było normalnie, potem się wszystko zepsuło i było normalnie. A nie, że: „Nasz firma radziła sobie świetnie a potem wprowadziliśmy to i radzi sobie jeszcze świetniej. To jest takie, że cofa ci się jedzenie od tego, nie? 

Jak już się nad czymś zastanawiamy, że chcemy powiedzieć, co się stało, to warto pomyśleć, co wcześniej było zepsute i się do tego przyznać. To jest do zrobienia, bo czasami możemy – często my pokazujemy takie rzeczy nawet na konferencjach firmowych, że to nie szkodzi. Że nie jest tak, że korzystaliśmy z pracy nieletnich niewolników z Afryki, tylko to są takie, że mieliśmy zielone drzwi, ale jednak niebieskie okazały się lepsze. Potrafimy te nasze problemy pokazać parafikcyjne. Nie mniej struktura, że było ciężko a się poprawiło jest lepsza. 

Drugą strukturą, która też mi się wydaje całkiem niezłą strukturą, czasami jak mamy wiele do powiedzenia, jest struktura, która jest prostą wyliczanką. I ludzie często z tego korzystają. Czyli 10 rzeczy, które nam pomagają w biznesie. I tutaj chciałoby się powiedzieć, że ona – taka struktura wypluje prezentacje albo bardzo złe, albo bardzo dobre. Ale jej wielką zaletą jest to, że nie marnujesz czasu na pasaż przejściowy. Bo normalnie w prezentacji, kiedy chcesz przejść od jednego elementu do drugiego, musisz coś wprowadzić. To może być jakiś przerywnik, dowcip, historia z cudzego życia, twojego, sławnej osoby, coś tam. A tu nie! Bo po prostu mówisz po kolei. Pierwszy punkt – albo zacznę od dziesiątego. Coś tam, coś tam. Drugie: empatia. Trzecie: życzliwość. I tak dalej, i tak dalej. Tylko widzisz – z tym problem jest taki, że – jest tak, że coś jest łatwe, nie? Ale z tym problem jest taki, że trzeba przechodzić względnie szybko i w sposób nieoczywisty. Czyli jeżeli zamierzasz użyć czegoś, co jest tak wyświechtane, jak na przykład uważność, to warto się zastanowić, czy ty masz coś do powiedzenia takiego, co w ogóle jest nowe. Czy chcesz powiedzieć o tym: „Kiedy jesz marchew myśl o tym, jak brnęła do słońca”. 

Wszyscy myślą, że w sumie można, ale nie wiem, nie? Albo, kiedy opowiadasz o miłości czy o życzliwości, czy jest w tym coś – dlatego my często myślimy od końca w trakcie robienia prezentacji. Mówimy tak: „Jakie są trzy najbardziej zajebiste rzeczy, które mnie ostatnio strasznie kręcą i to fajnie by było, gdyby inni widzieli?”. „To jest to, że” – no nie wiem, żeby daleko nie szukać – „kiedyś kapłani religijni zajmowali się leczeniem, Jezus głównie był lekarzem, a teraz po raz pierwszy w historii świata kapłani słuchali naukowców, jeśli chodzi o leczenie”. Czy: „Naukowcy powiedzieli kapłanom, że nie wolno się spotykać w świątyniach”. Czyli odebrano kapłanom ich fundamentalną funkcję społeczną, jaką mieli w historii. Odpowiedzialność za cudze zdrowie. Ta teoria jest jeszcze dalsza i tak dalej. Ale myślisz: „To jest tak mega ciekawe, że my żyjemy w takim momencie, że muszę o tym powiedzieć”. Wtedy myślisz tak: „Jakbyś nazwał taki podpunkt? Co się zmieniło pierwszy raz w historii? A, dobra. Teraz wiem”. I mamy prezentację co zmieniła pandemia i mamy podpunkt „Co się zmieniło pierwszy raz”. Ale nie zaczynasz od tego, co się zmieniło tylko co mam takiego fajnego do powiedzenia. I dopiero potem, jak to nazwać. A nie odwrotnie. I wtedy ta prezentacja składa się z takich bąbelków, wysepek, właściwie koralików powinienem powiedzieć, z których każdy jest zamkniętą całością i nie musisz opowiadać: „W następnej części chciałbym coś tam” i jedziesz, i tylko mówisz „Kolejnym elementem jest…” i już! Zajęło ci to siedem sekund i możesz zaczynać bez zupełnie niczego, na co mając mało czasu możesz zrobić sprawniej, nie marnować czasu na coś, co tam nic ciekawego nie będzie takiego. Tylko tam po prostu chcesz, żeby to miało związek pseudo przyczynowo-skutkowy. 

Myślę, że ważne jest to, żeby też pamiętać, żeby nie wystrzelać się ze wszystkiego na raz i też – z drugiej strony znowu, jakaś taka militarna metafora mi się przypomina, żeby nie zastrzelić publiczności zbyt dużą ilością informacji. Czyli nie to, że idziemy, jeden, drugi, trzeci podpunkt szybko i oni tam są nabuzowani tymi informacjami, a tak naprawdę spada im coraz bardziej uwaga i coraz mniej słuchają, tylko raczej powiedzieć coś takiego – tak jak mówisz – odkrywczego, coś ważnego, potem trochę może mniejszy przykład, potem znowu trochę coś ważniejszego. Któryś polski aktor mówił, że jego metodą najlepszą na granie, na aktorstwo to jest, cytuję: „Przyp*erdol, odpuść. Przyp*erdol, odpuść”. I to jest najlepsza metoda na dobrą grę aktorską! Więc coś tutaj mam wrażenie, że też tego jest. 

To jest też metoda na muzykę w sumie, bo też się tak komponuje utwory muzyczne. Bo my tak w ogóle funkcjonujemy. Tu jest pewien niuans w tym też co ty mówisz. To jest bardzo dobre pytanie i bardzo dobre spostrzeżenie, że znowu ten złoty środek pewnie będzie w 2/3. Bo my jednak chcemy, żeby w prezentacji coś się działo. Nie chcemy, żeby ktoś powiedział, że najważniejsza w życiu jest miłość i półtorej godziny dawał przykłady, że słoniki się opiekują słoniątkami, a pszczółki małym pszczółkami, a ludzie dziećmi, a delfiny ratuje swoje małe i my już rzygamy tą miłością na końcu i już wiemy, że ona jest najważniejsza. Patrzymy, minęło 25 minut, ma prezentacji 50, więc jest w połowie i ciągle jest w tym samym punkcie, to to już nie może być dobre. Bo albo tu się zmieści jeszcze jeden punkt, czyli w sumie w pierwszym akapicie się dowiemy, że oprócz miłości ważny jest szacunek i będzie o słonikach, delfinkach i tak dalej, zgodnie z tym schematem, który został zastosowany albo się tak rozpędził słonikami, że w te 25 minut zmieści 15 następnych, co też będzie źle się słuchało. My powinniśmy spowodować mimo wszystko, żeby w prezentacji jednak coś się działo. Nie jest tak, że mamy dużo mówić, ale powinniśmy spowodować, żeby się rzeczy działy. Czyli ja mówię, mówię o co mi chodzi, podkreślam to co jest ważne i przechodzę do następnego elementu. Mówię, podkreślam o co chodzi i przechodzę do następnego elementu. 

I teraz, żeby nie być gołosłownym, przejdę do następnego elementu, żeby nie tkwić w tym za długo, że – 

Zauważyłam! 

To była celowa pauza, bo ja wiem co chcę powiedzieć – iż, trzeba się wystrzelać ze wszystkiego. Ze wszystkiego, co masz najlepsze. Dlatego, że to kolejna prezentacja napawa cię lękiem, że już nie masz nic nowego do powiedzenia i musisz się zacząć uczyć. I to cię motywuje do dalszej pracy. Mało tego, wiesz, że jak powiesz coś dobrze, to na pewno to się poniesie i ktoś to skopiuje, i to już nie będzie takie tylko twoje. Więc musisz się uczyć dalej. Czytać, dowiadywać się nowych rzeczy i znowu się wywalić ze wszystkiego. I znowu czytać. I tak dalej. I tak, jeżeli chcemy darzyć się wszyscy szacunkiem, bo ja nie jestem skłonny do dzielenia audytorium i przemawiającego na my-wy-oni. Oni nie słuchają, oni coś tam. To my wszyscy jesteśmy na tej sali i my jesteśmy w tej samej sytuacji. Tak się szczęśliwie składa, że dostałem taką życzliwość społeczną, żeby przez chwilę coś pomówić. 

Nie powinienem sobie zbyt wiele z tego powodu wyobrażać. Powinienem powiedzieć wszystkie najlepsze rzeczy, jakie wiem, a jeżeli nie mam nic nowego do powiedzenia i ciekawego, to w ogóle nie powinno mnie tam być. I jeżeli mojej wiedzy nie przybywa w takim tempie, że ja nadążam się czegoś dowiedzieć, zanim mam coś powiedzieć, to tak mówią „Błogosławieni ci, którzy nie mając nic do powiedzenia nie przeoblekają tego w słowa” i ja też powinienem powiedzieć, że nie mam niczego nowego do powiedzenia. Nie mam nowego pomysłu, w jakim mógłby to opowiedzieć. Bo może nowego, to – humanizm się tak szybko nie rozwija. Ale jakoś inaczej. I ja wręcz, jak pracujemy z ludźmi, to mówimy, że to jest jeden z dobrych motywatorów, ta płonąca szyszka w tyłku, że jak powiesz wszystko, a masz za miesiąc nową prezentację albo za tydzień, to trzeba ryć teraz! Się dowiedzieć, co nowego wiadomo, co badają, co wyszło. Co się dzieje. Tak samo, jak nagrywasz webinary na YouTube czy jak robisz live’y, czy coś. 

Jeżeli ma to być coś, za co ludzie płacą, to nie można powtarzać ciągle tego samego, tylko brnąć w jakiejś coraz bardziej rzewne historyjki, tylko szukać naprawdę czegoś takiego, co jest mięsem. No już kurna, no muszę to powiedzieć, to nie może czekać! A potem – Boże, już wszystko powiedziałem. No i trzeba ryć. I siadasz znowu. I słuchasz, czytasz, dowiadujesz się i tak dalej. To jest taka funkcja nauczycielska czy funkcja dydaktyczna, czy funkcja komunikatora właściwie, bo tak powinniśmy zacząć – odpowiedzialnością społeczną, a nie cementem do budowania własnego narcyzmu, że ja po prostu lubię jak mi ciepło w nos i grzeją te lampy. I jak wszyscy na mnie patrzą i mądrość spijają z ust mych pąkowia. Nie do tego zmierzam – tylko jak czuję wielką odpowiedzialność za to, że oto teraz temu państwu tego pół godziny nikt nie odda. Że oni ze mną tutaj siedzieli. I że to jest duża nobilitacja dla mnie, że ja mogę takie jedno pół godziny. To powinny być najlepsze rzeczy, jakie wiem. I to nie rozmydlać je na inne. I zakończyć, jak już mi się kończą pomysły, co mam powiedzieć. Albo zostały same średnie, bo wejdziemy na szóstkę i na piątkę, a ja mam w głowie tylko te na czwórkę. 

Ten sposób jak my się boimy czasami, że co ja teraz będę mówił, to to jest lęk dobry. To trzeba ryć. Cały czas człowiek się ma rozwijać i się modlić, żeby zdążył dużo ciekawych rzeczy się dowiedzieć i powiedzieć, zanim jego rozum odcumuje od nabrzeża rozsądku a wiemy, że z wiekiem każdego z nas to się stanie i będziemy chcieli mówić dalej i coraz bardziej będziemy widzieli, że wszyscy tylko już głową mrugają bardziej w sumie z politowaniem, niż ze zrozumieniem i będą nas zapraszać coraz rzadziej i jeżeli dożyjemy tego momentu, a nie rozjedzie nas pociąg, to pewnie tam wszyscy skończymy. A teraz to taki moment, że można coś fajnego porobić jest. Każdy, kto ma do czynienia ze starością wie, że starość dobrze wygląda na memach, ale starość generalnie jest takim momentem, który jest trudny w życiu także z intelektualnego powodu. Choć nie jest tak, że wiele naszych kompetencji się z wiekiem nie rozwija, ale potem – jak już zaczęliśmy naszą poprzednią rozmowę – to już w pewnym wieku człowiek od czasu do czasu może rzucić jakieś uwagi, ale to już nie jest to ogarnianie świata, które miał kiedyś. Wystarczy włączyć telewizor, żeby zobaczyć. 

Czyli trzeba ryć, tak? Podsumowując ten wątek, trzeba ryć. Za każdym razem jak jest nowa prezentacja, to musi być coś nowego, świeżego i trzeba to w odpowiedni sposób przygotować i podać. 

Tak. To jest też dla nas fajne! My i tak – w sumie my się nie uczymy do prezentacji, nie zdobywamy wiedzy do prezentacji, my zdobywamy wiedzę w ogóle. A nam ona do prezentacji coś potem kiełkuje, bo my pewnie do prezentacji tak – lepsze prezentacje wydają się wtedy, jak się pracuje z ludźmi, kiedy ludzie szukają w swojej głowie odpowiedzi na to, co by chcieli ciekawego powiedzieć, a nie: mają prezentację z marketingu i rebrandingu, i na przykład wpisują „7 trendów w rebrandingu” i wpisują w Google – 7 trendów w rebrandingu – i tam im wychodzi takich stron, gdzie jest 1500. Przejeżdżają przez pierwszą stronę i już mają. Tam nie ma żadnych, własnych refleksji nad tym, tylko jest po prostu przepisane. To widać. Takich prezentacji jest na kopy wszędzie, na kopy. Właściwie cały rynek prezentacji na tym stoi. 3 nurty w ekonomii. 7 nurtów w tym. 3 najważniejsze rzeczy, które powiedzieć. Naprawdę? To ktoś wie, które są trzy najważniejsze rzeczy? A to się łatwo robi, bo to komuś coś przyszło do głowy i on tam sobie produkuje. Dlatego powiedziałem, że to jest pole minowe, bo łatwo zrobić lichą prezentację, łatwo zrobić znośną też prezentację. Bo jak wiesz – jak zerżniesz z 5 stron, no to tam, to nie może być tak, że się rozbijesz o skały. No to musi być – jeszcze zrobisz w jakimś Prezi, to samo robi animacje i tak dalej. 

Całe technikalia stojące za rynkiem prezentacyjnym uczyniły nawet z najgorszych prezentacji jadalne. Wcześniej nie było takiej sytuacji. Dlatego ja na przykład czasami robię takie prezentacje, bo wiem, że to jest trudne. Bo mnie to strasznie kręci, że ja sobie to dodatkowo utrudniam i czegoś się dowiem. Spróbuję coś zrobić innego niż do tej pory. Na czym innym się skupić. Może też trochę odwracam swoją uwagę. 

No dobra, to jeszcze porozmawiajmy o podaniu samej prezentacji. Czyli merytoryka, wiadomo to jest w zasadzie najważniejszy element – jeden z najważniejszych elementów prezentacji, czyli żeby mieć merytoryczny wkład, ale też to podanie jest istotne. Te pauzy, o których mówiłeś, tak? To, gdzie będzie przerwa, ale też na przykład żarty i humor. Bo to jest na przykład coś, w co ja nie umiem, tak? A ty widać, że umiesz bardzo dobrze! Pytanie: jak te żarty opowiadać, jak rzeczywiście fajnie wplatać te żarty, fajnie wplatać humor do prezentacji i znów jeszcze raz powtórzę odnośnie do tej prezentacji na GrowUpStartUp – ona też była zrobiona z bardzo fajnym humorem. Ona była z jednej strony merytoryczna, a z drugiej strony lekko się jej słuchało. I dzięki temu mam wrażenie, że też lepiej wchodziła do głowy. 

Tutaj zdradź nam sekret, Miłoszu! 

Zdradź sekret! Już nie pamiętam dokładnie wszystkiego, co ja tam wyprawiałem. 

Starość, tak – wiemy, wiemy!

No, dziękuję! Nie chciałem, żeby to z moich ust padało za każdym razem. Jestem ci wdzięczny. 

Proszę!

Jeżeli żarty mają – właściwie na prezentacji biznesowej założenie powinno być takie, że jeżeli żarty z kogoś padają to z prowadzącego. Czyli ja mogę sobie pozwolić na to, że będę żartował z siebie. Amerykanie to nazywają humble bragging czasami. Czyli żartuję z siebie po to, żeby ktoś powiedział „Nieee!”. Na przykład pisze na Instagramie „No taka trudna decyzja. Czy powinienem przyjąć pracę w Barcelonie czy bardziej w Paryżu? No nie wiem, no nie wiem. W takiej jestem trudnej, ciężkiej sytuacji” i wtedy wszyscy powiedzą „Nie no, gratuluję!” albo „Jaki jacht mam wybrać? Czy taki bardziej różowy? No nie wiem, no nie wiem. Oba drogie. To jest taka trudna decyzja”. To nie jest więc też tak, że ja cały czas opowiadam i mówię, że jestem stary – „Nie, pan nie jest stary” a ja znowu. Albo „Wszyscy brzydcy ludzie” – na przykład, pan Poniedzielski powiedział, że „Spojrzenie w lustro rano i to, co zobaczyłem, można rozpatrywać raczej w kategorii szkód górniczych”, nie? 

To jest taki dowcip, który się dobrze znosi, bo żartowanie z siebie nie tyle, że świadczy o jakimś dystansie, ale jeżeli ja bym chciał być złośliwy wobec kogoś, to już lepiej wobec siebie niż wobec kogoś innego. Czasami wobec jakiejś nieokreślonej grupy osób, czyli możemy powiedzieć tak: „Każdy w rodzinie ma taką osobę, co jest bardziej leniwa niż reszta”, nie? I to jest takie – każdy wie, od razu się uśmiecha półgębkiem, ale nie mówimy kto, nie mówimy, że to częściej są mężczyźni albo że to częściej są kobiety albo że to babcia.

Nie wskazujemy palcem. 

Tak. Tylko tak ogólnie sobie żartujemy. Natomiast jak zaczynamy już bombardować, to to usadza nie tylko osoby, które są zbombardowane, ale też usadza to osoby, które się boją, że zaraz może być ich pora. I to nawet niechcący. Takie nieokreślone żarty są – jak w każdej firmie jest taka grupa osób, która męczy liczby tak długo, aż te liczby się przyznają, nie? I to jest takie – nie robi nikomu krzywdy. 

To nie jest stand-up, to, co my robimy w takich prezentacjach biznesowych. W stand-upie można sobie na to pozwolić i mało tego, wiele osób przychodzi na stand-up, żeby z takim humorem mieć do czynienia. To, co my robimy tutaj, w takich prezentacjach, o których my rozmawiamy, to nie jest kultura stand-upowa. Można być mistrzem stand-upu i w tym być niedobrym i odwrotnie, to są zupełnie różne rzeczy. Stand-up jest bardzo wysublimowaną formą sztuki, trudną do uprawiania z wielu, różnych powodów. To jest zupełnie co innego niż tutaj, chociaż wydaje się, że to jest to samo. 

Poczucie humoru jest fajne – w sumie, gdybym chciał być bardzo równościowy i mind positive, to bym powiedział, że wszystko jedno. Ale niestety muszę powiedzieć, że nie. Że jak się śmiejemy, to myślimy, że to prawda. Czyli nie śmialibyśmy się, gdybyśmy się nie zgadzali. I to jest jeden z takich patentów, których my używamy na prezentacjach publicznych, żeby od zakrystii wejść do głowy naszej wspólnej, że to jest prawda, co my mówimy. Bo nie śmiałbym się, gdyby to nie było tak. A ponieważ śmiech jest bardzo zakaźny, to nam w sumie też bardzo pomaga. Dlatego używanie dowcipów jest też niezłym patentem i to jest dobry sposób. Nie jestem przekonany – i tutaj co do tego ciągle trwają spory w naszych gremiach warsztatowych – czy rzucanie dowcipu na początku jest dobrym pomysłem czy nie. 

Natomiast, jeżeli one się w ogóle pojawiają, to ludzie też chętnie słuchają prezentacji, bo nawet jeśli ta prezentacja ich nie interesuje, to martwią się, że przegapią kolejny dowcip, co byłoby już dużym kosztem. 

No tak. 

Wszyscy się będą śmiali, a ja nie wiem z czego. To jest fear of missing out jest bardzo duży w tym przypadku. My się boimy, że coś przegapimy co było istotne, bo se zażartowaliśmy, że każdy facet jest jak pies, bo robi obrzydliwe rzeczy ze swoimi ustami a potem chce, żeby go całować. I nie chcemy tego przegapić, bo o tym będzie się wieczorem mówiło. Na pewno więc takie historyjki pomagają, takie wesołe rzeczy pomagają, bo to też daje taki oddech dla głowy. Nic ważnego, możesz się troszkę zrestartować, możesz troszkę nabrać głębszy wdech, to ci też mózg dotlenia siłą rzeczy, więc właściwie to jest super sprawa. Tak bym o tym żartowaniu mówił. Dowcipy też powinny być sprawne i nie – choć oczywiście z takich świńskich dowcipów część osób się cieszy, ale część jednak niestety nie. I też te świńskie dowcipy najczęściej są liche do takiej publicznej prezentacji. Z resztą – to też jest kolejna uwaga, którą głównie do mężczyzn – kobiety jakoś nie mają z tym problemu. Że jak człowiek jest młody i rzuci jakiś taki dowcip, który ma podtekst seksualny – nie że jest seksistowski, tylko seksualny. To jeszcze jakoś wygląda. Ale jak ktoś zaczyna być takim wujkiem w średnim wieku i zaczyna rzucać takie dowcipy tam, że gdzieś tam jakieś cycki czy coś innego, to jest to już jak taki wujek, co on tak chodzi podpity po weselu i „He, he, he” i wszystkich podszczypuje w tyłek. To już w pewnym wieku nie wypada takich dowcipów mówić, bo one – bo to też jest ważne kto, w jakiej sytuacji, w jakim tempie i tak dalej. I trzeba wszystko brać pod uwagę, kiedy opowiadamy dowcipy i zwłaszcza u mężczyzn powyżej pewnego wieku to już nie jest ten anturaż cały, to już nie jest ta cała scenografia do opowiadania dowcipów seksualnych. 

Myślę, że na to też warto zwrócić uwagę. Wpadamy często w taki nawyk, budujemy sobie będąc prezenterami szkołę, taką lekko podseksualnioną z naszych wypowiedzi, bo wiemy, że to jest taki temat, który łączy wszystkich, ale warto pamiętać o tym, że choć czujemy się ciągle dwudziestolatkami, to jednak tak nie wyglądamy. Chociaż nie każdemu się to powie. I że już w pewnym momencie to dziadek nie powinien raczej opowiadać, co on tam z babcią coś tam, bo to jest takie trochę – każdy, kto na niego spojrzy to już widzi, że to nie jest smaczne, bo się nie da tego odzobaczyć oczami wyobraźni. 

Trochę sobie można z tego żartować, ale z wiekiem trzeba się od tego odkleić. Dlatego z humorem jest trudno także na takim poziomie. Czasami są takie sytuacje, że masz parę dowcipów do wyboru i się zastanawiasz, czy coś powiedzieć czy nie. Bo coś pasuje. I często się rzuca taką nisko latającą siekierę na początek, coś tam się mówi i patrzy się, czy to jest takie audytorium, że się ludziom podoba, czy to jest takie audytorium, że się ludziom nie podoba. Już mniej więcej wiesz, w którą stronę powinnaś pójść. Coś rzucasz takiego tam – jakiś dowcip, który będzie dowcipem lekko dwuznacznym, naprawdę – naprawdę. 

Niech sobie przypomnę taki dowcip dwuznaczny – same mi przychodzą takie, że już teraz bym tego nigdy nie powiedział. No dobra – nie ważne. Nie chcę – myślę, że każdy wie. 

Pomińmy sobie przykłady, tak. Już każdy sobie coś wyobraził. 

Ociera się po prostu o to co się będzie działo i to wtedy możesz wyczuć. Inna sprawa też jest taka, że dobrze jest pomijając kwestie humoru, bo my rozmawiamy o rodzaju prezentacji, że opowiadamy przykłady, które są życiowe My często myślimy, że jeżeli nasz przekaz będzie na bardzo dużym poziomie abstrakcji, a wiemy, że intelektualista gardzi realnym doświadczeniem, że on po prostu żyje na głębokim poziomie abstrakcji, wszystko jest względne, relatywne i świat charakteryzuje się głębokim determinizmem, to audytorium najczęściej – my tacy nie jesteśmy, kiedy jesteśmy na audytorium. My chcemy, żeby ktoś nam po prostu powiedział. Czyli ktoś tam mówi – musisz być zawsze miły. To jest taki typ, taka porada od matki. Niby w porządku, ale nie wiadomo co z tym zrobić w ogóle. A jak ktoś jest chamem to ma być dalej miły, a jak ktoś jest taki to ja mam być dalej altruistą. To my wtedy tłumaczymy, że nie. 

Za każdym razem, kiedy możemy powiedzieć coś bardzo konkretnie co z tym można zrobić, czyli jak przyjdzie do ciebie pracownik to go pochwal”. Myślimy, no w sumie racja – ale jak? No to my się zastanawiamy wtedy nad tym, jak. Czyli na przykład przyjdzie do ciebie pracownik, powie tak: „Widzę, że się napracowałeś” albo „To było trudne zadanie, ale widzę, że trafiło na godnego przeciwnika”. Albo „Ciesze się, że mam cię u siebie w zespole, bo w takich sytuacjach, w których ja jestem kompletnie bezradny, ty jesteś mistrzem czy mistrzynią świata”. Jeżeli podamy trzy takie przykłady, znowu reguła trójki – to wypada to o wiele lepiej niż tylko powiedzenie: „Jeżeli trafia do ciebie pracownik, to go pochwal, bo czasami się okazuje, że my kompletnie nie mamy pojęcia jak coś zrobić. I my już pisząc tę prezentację się orientujemy, że my nie wiemy jak to zrobić. Że my nie wiemy jak się chwali. I trzeba się douczyć.

Oczywiście, są sytuacje, w których my nie chcemy być aż tak precyzyjni. I to mamy znowu z reguł literackich – czyli mówimy: „Kiedy podeszła do mnie piękna dziewczyna”, to im bardziej ja ją będę opisywał, tym bardziej wszystko zepsuję, bo każdy ma inną wizję pięknej dziewczyny. Jak ja tylko powiem to, to każdy będzie miał jakąś tam swoją. Jedna będzie bardziej przypominała piękną kobietę z blond włosami, druga będzie bardziej przypominała piękną kobietę, która jest na przykład niską brunetką, bo po prostu jak widzi niskie brunetki to nie wie, ale coś się w nim, jakaś hiszpańska dusza odpala, nie? I nie potrafi sobie z tym poradzić. Jak ja zacznę doprecyzowywać, to ten efekt zepsuję. Czasami więc my to zostawiamy. Ale! W takich sytuacjach, kiedy my jednak głęboko jesteśmy nie tylko w kształtowaniu charakteru, ale też w kształtowaniu narzędzi, konkretny przykład jest istotny. Czyli co – czyli bardzo podstawowa funkcja komunikacji publicznej. I co z tego – czyli co mam zrobić?

Nawet jeśli miałoby być to nietrafione i ktoś to potem sobie docyzeluje. Co ja mam z tym zrobić? Jak inaczej to ma być zrobione? Albo jak proponujesz, żeby to robić w takim razie. A nie tylko: „Ważna jest życzliwość w życiu, bo jak wszyscy będziemy życzliwi, będziemy dla siebie uważni. I ta życzliwość powoduje, że wystarczy, jeżeli będziemy traktowali innych ludzi z szacunkiem. I to wystarczy dla podtrzymania bardzo wysokiej jakości miłości w związku. No i co? Ciężko się z tym nie zgodzić, nie? A potem człowiek wraca do domu i mąż mówi: „Co, gdzie byłaś znowu?”. Myślisz tak: „Nie, nie – gdyż tylko życzliwość mnie uratuje”. Odpowiadasz: „Ty chamie bez dyplomu”, nie? Do niego od razu tak z butami, żeby się nogą – „Jak twoja stara jesteś!”, nie? I ty myślisz: „Życzliwość”. To wszystko idzie w piach. Dlatego my często rozmawiając o praktycznych zastosowaniach tych modeli intelektualnych, które wrzucamy tam w trakcie prezentacji się orientujemy, że nie mamy pojęcia, jak to wdrożyć. To super wygląda, wszystko jak to opowiadaliśmy, ale potem zastosować, a ludzie mówią: „A jak szef do mnie przyjdzie i powie: tylko nie pokazuj tego pierwszego slajdu, bo to gówno?”. To, gdzie my z tą życzliwością mamy wystartować? Jak my mamy odpowiedzieć? Czy miał rację czy nie? 

Apropo pierwszych slajdów, to też jest taka rzecz techniczna, że pierwszy slajd najczęściej jest do niczego. Wydaje mi się, że on jest do regulowania ostrości. Sam w ogóle nie używam slajdów, bo ja w ogóle nie używam prezentacji. Ale jak używałem jeszcze prezentacji, to pierwszy slajd był do regulowania ostrości i jego najczęściej usuwałem na końcu. Bo najczęściej ludzie wiedzą, po co przyszli. 

Albo jak prelegent ma na imię i nazwisko, więc też taka sztampowa. Nazwa firmy i tak dalej, i tak dalej. 

Tak. Pierwszy slajd jest marnowaniem czasu. Ale się tak przyjęło. Są takie kultury, jak na przykład kultura niemiecka, że jak na pierwszym slajdzie nie ma agendy, to w sumie połowa wyjdzie. U nas tak nie jest. 

Wracając do tych praktycznych przykładów – to jest bardzo istotne. Warto by było, żebyśmy jak coś komuś tłumaczymy, to już nie ważne, że to jest prezentacja co konkretnie miałby z tym zrobić, bo to uderza w nasze przekonanie często, które nie jest niczym poparte. Że nam się wydaje, że my się na czymś znamy. „Wiesz, musisz się tak bardziej postarać!”. I ta osoba mówi: „No, tak. Masz rację. Muszę się bardziej postarać”. Ale jak się bardziej człowiek stara, to co robi? Nie wie za bardzo.

Czyli konkret. No, z tym przykuwaniem uwagi słuchaczy myślę, że to też jest duża sztuka, żeby skupić się na tym, żeby używać różnych narzędzi. Bo mówiliśmy o tym, żeby używać pauzy, humoru, żartów, ale z wyczuciem – no i żeby używać konkretnych przykładów, tak jak mówiłeś. Żebyśmy nie odpływali mocno w metaforach, które też są potrzebne, ale rzeczywiście też podawać konkrety i konkretne przykłady. 

Zobacz też ten odcinek na YouTube!

Kategorie: Podcasty

0 Komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *